31 tydzień i pierwsza wizyta u Doktora bez M. Szkoda mi było, że idę sama,ale pocieszałam się, że faceci nie zawsze chcą chodzić na takie wizyty, a mój M po prostu raz nie da rady. No ok. Świat się przecież nie kończy.
Doktor miły i uprzejmy. Lekko mnie ochrzanił, że przytyłam tyle ile przytyłam. Wytłumaczeń miałam pełne kieszenie. Pierwszy miesiąc w domu, święta, to że miałam dużo pić i wiele wiele innych.
Moje wytłumaczenia jakoś jednak do Doktorka nie trafiały. Przytycie 6 kg w ciągu miesiąca może brak zrozumienia tłumaczyć.
No ale co z tą niespodzianką ? A no była i to olbrzymia..... Leże już sobie na kozetce, miło sobie z Doktorkiem rozmawiamy, na ekranie pojawia się Fasolowa głowa, kręgosłup, piąstka, kolanka i aż tu nale Dokorek pyta czy pleć jest mi znana ? No oczywiście !!! Wiadomo, że tak !!! Wiemy od 2 miesięcy, że roboczo zwana Fasola będzie Ulką. Pan Doktor się zasępił, dolał żeliku na moje brzuszysko i powiedział, że chyba jednak nie będzie.... że to chłopak jak się patrzy. Sprawdzał, dusił, potwierdzała.... Byłam w szoku. Ba !!! Nadal jestem !!!
Poszłam do położnej, która patrzyła na mnie jakoś tak dobrotliwie, jakby coś się stało. Pewnie już łzy miałam w oczach. Umówiłam kolejną wizytę, zabrałam zwolnienie, zapłaciłam i wybiegłam. No i zadzwoniłam do M.
A On... zareagował nadzwyczaj spokojnie. Zdarzył już dojechać. Wiec spotkaliśmy się w centrum. Starał się mnie trochę uspokoić ale na nie wiele to pomagało. W domu nie chciałam dzwonić do Rodziców bo nie byłam w stanie. Choć Mama złapała mnie w miedzy czasie z pytaniem, że wybiera się na zakupy i czego brakuje jeszcze Fasoli..... awwww pomyślałam i przełknęłam kluchę w gardle. Mój słaby stan trwał 2 dni. Czyli w zasadzie do dziś. Miałam, a może ciągle mam wyrzuty sumienia. Przecież Fasol zdrów. Ja mam dobre wyniki. Kulamy się ku końcówce. Jesteśmy w dwupaku, o który tak wiele par walczy, a ja wyje jak kretynka bo Fasola okazała się chłopcem.
Wsparcie jakie dostałam od najbliższej rodziny zaskoczyło mnie przeogromnie.
Prócz tego, że jestem super, mega przeziębiona to staram się dogadać z Frankiem (typ M i Rodziców)/Kajtkiem ( mój typ) / Jeremim (typ mojej siostry). Idzie nam pomału aczkolwiek pozytywnie.
A propos przeziębienia, które za nic nie chce odpuścić. M dziś odbierał coś od naszej znajomej i przepraszał, że ja się nie pojawiłam, bo jestem chora i zdechła bo meczy mnie i meczy, że leczę się cytryna, majerankiem i czosnkiem. Usłyszał od niej uhhh... to musi strasznie smierdzieć !!!! :) Taaaa:)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz